Drodzy Goście Świętej Przestrzeni

Poniższe teksty stanowią tłumaczenie wprowadzeń do modlitwy jakie możecie spotkać w Świętej Przestrzeni. Mając na względzie korzyści jakie płyną z ich lektury postanowiliśmy udostępnić je na stronie medytacji, z nadzieją że dla wielu z Was okażą się pomocne w rozwoju modlitwy osobistej. 
Jednocześnie nieustannie zachęcamy do dzielenia się refleksjami, uwagami na temat Świętej Przestrzeni, Wasze listy pomogą nam lepiej tworzyć nasz serwis i odpowiadać na Wasze potrzeby. 
Nasz adres: sp@jezuici.krakow.pl
Wasza Redakcja :)


Pozwolić sobie na to, aby "pobyć" 

Pisząc o tym, jak modlić się poprzez powolne rozważanie słów modlitwy Ojcze Nasz, Ignacy mówi: "Jeżeli ten, co kontempluje modlitwę Pańską, znajdzie w jednym słowie albo w dwóch tak dobrą i obfitą treść do rozmyślania, smak w niej i pociechę, niech nie stara się iść dalej, choćby i cała godzina zeszła mu na tym, co znalazł" (CD 254). 

To odnosi się do każdego fragmentu Pisma Świętego. Jeżeli jakieś słowo lub zdanie porusza mnie i ma dla mnie znaczenie, nie ma potrzeby, bym się spieszył i zakończył rozważanie tego fragmentu. Mogę pobyć z tym słowem lub zdaniem tak długo jak zechcę, delektując się nim i wchodząc głębiej w każde poruszenie, olśnienie czy przeżycie, jakie ono we mnie wywoła.

Te poruszenia umysłu i serca są jednym ze sposobów, w jaki Bóg do nas mówi. Zauważanie ich i pozostawanie z nimi, to mój własny wysiłek, który wykonuję, by usłyszeć, co Bóg do mnie mówi.

Nieco więcej o "pobyciu"

Skoro z "pobycia" nawet z jednym słowem czy zdaniem Pisma Świętego możemy wyciągnąć coś, co Ignacy określa jako "wielki duchowy smak", może się zdarzyć taki czas, kiedy warto pobyć z jedną z innych części Świętej Przestrzeni.

Możliwe, że w niektóre dni wcale nie będzie to Pismo Święte, ale nagła, porywająca mnie w głąb świadomość obecności Boga blisko mnie. Może to też być uświadomienie sobie mojej własnej potrzeby poczucia wolności lub refleksja nad doświadczeniami minionego dnia.

Jeżeli tak się zdarzy, wcale nie muszę natychmiast klikać "Dalej" by odczytać fragment Pisma Świętego. Mogę pozwolić sobie pobyć chwilę z tym, co spowodowało to uczucie we mnie. Takie przeżycia są jednym ze sposobów, w jaki Bóg może mówić do nas i mogę je przynieść na "rozmowę" z Panem.

Ile czasu powinienem spędzić?

Jak mówi św. Ignacy, ważną rzeczą w modlitwie nie jest posiadanie wielu cudownych wyobrażeń, lecz głębokie smakowanie jednej lub dwóch rzeczy. Smakować coś oznacza dać temu czas. "Nie śpiesz się przy jedzeniu. Daj sobie czas na cieszenie się nim!” - mawiała mama. (Nadal tak mawia).

Gdy mam dobry dzień i wszystko na świecie idzie dobrze, łatwiej pozostaję z myślą, że Bóg spogląda na mnie z wielką miłością. W taki dzień z radością spędzę czas z fragmentem Pisma Świętego, który bądź to przykuwa moją, uwagę bądź mnie drażni.

Ale w dzień pochmurny mysz najeżdża szybko - niemal z własnej woli na "Dalej". To bardzo ważne, aby w takie dni nie załatwiać szybko modlitwy, lecz zdecydować się na pozostanie z nią jakiś czas, szczególnie ze słowem Bożym, które naprawdę może przemienić to, co nas gnębi.

Przygotowanie się opłaca

Były arcybiskup Cantenbury, zapytany kiedyś o to, jak długo modli się każdego dnia, odpowiedział: "Około trzech minut, ale około pół godziny zajmuje mi rozpoczęcie".

Pokusą w Świętej Przestrzeni, szczególnie dla osób nastawionych "zadaniowo", jest szybkie klikanie przez kolejne etapy, by dotrzeć do fragmentu Pisma Świętego, a następnie na nim się skoncentrować. Tymczasem niewielu z nas jest zdolnych do owocnego wejścia w ten rodzaj refleksji bez spędzenia pewnej ilości czasu na uświadamianiu sobie obecności Boga, uspokajaniu naszych zapracowanych umysłów i otwieraniu się na wolę inną niż nasza własna.

Będąc on-line nie możemy pozwolić sobie na spędzenie na przygotowaniu pół godziny, jednak nawet kilka minut poświęconych etapom przygotowawczym (Obecność Boga oraz modlitwa o wolność) może wiele zmienić. Właśnie to przygotowanie, "nastawienie się" na Boga sprawia, że pozostała część modlitwy jest prawdziwa i skuteczna.

Zwracanie uwagi na moje uczucia

Będą zdarzały się okresy, kiedy w czasie modlitwy pozostanę zimny, jak też takie, kiedy dzięki niej doznam pocieszenia i napełni mnie ona pokojem, wreszcie jeszcze inne kiedy będzie uciążliwa, będzie mnie irytować i pozostawi uczucie rozczarowania". 
Św. Ignacy uczy zauważać te odczucia, gdyż one mogą powiedzieć, co dzieje się w moim wnętrzu. 
Na opisanie tych dwóch stanów używa on określenia "pocieszenie" i "strapienie".

Pocieszenie ma miejsce wtedy, gdy czuję się pociągnięty bliżej Boga, do bezinteresowności i hojności.
Może temu towarzyszyć wdzięczność, poczucie pokoju lub nowej nadziei, ale także uczucie żalu i ubolewania lub współczucia dla kogoś cierpiącego. Pocieszenie ma miejsce gdy czuję, że zostają przełamane bariery pomiędzy mną a Bogiem i początkowo może być to nawet bolesne.

Strapienie jest przeciwieństwem tego wszystkiego. Ma ono miejsce wówczas, gdy czuję się odsunięty lub oddalony od Boga i zwrócony ku sobie, gdy jestem zdecydowany "wpisać moją wiarę między ziemskie sprawy", lub nie dopuszczać Boga do niektórych obszarów mego życia. I znowu, nie zawsze oznacza to uczucie smutku, lecz może temu towarzyszyć rodzaj płytkiego, dającego samozadowolenie szczęścia.

Z czasem nauczę się zauważać te różnice.

Postępowanie ze strapieniem

Czasem w trakcie lub po modlitwie mogę odczuwać pewien rodzaj niezadowolenia oraz zauważyć, że nie odczuwam Bożej obecności, uczucia pokoju, spokoju czy otuchy, jakie zwykle towarzyszą mojej modlitwie.

To uczucie odsunięcia lub oddalenia od Boga i zwrócenie ku sobie św. Ignacy określa jako "strapienie". Często zdarza się ono gdy postanowię "wpisać moją wiarę pomiędzy sprawy ziemskie" lub nie dopuszczać Boga do niektórych obszarów mojego życia, ale może również pojawić się z innych przyczyn.

W Ćwiczeniach Duchownych (317-322) Ignacy daje kilka rozsądnych rad, jak postępować ze strapieniem.
Trzy ważne punkty to:
1. W czasie strapienia nie podejmuj żadnych decyzji.
2. W czasie strapienia możesz odczuwać mniejszą skłonność do modlitwy, ale właśnie teraz jest to ważniejsze niż kiedykolwiek, byś jednak trwał na modlitwie.
3. W tym czasie musisz być cierpliwy i stanowczy: może ci pomóc potraktowanie strapienia jako testu twojej stanowczości.

Nie bój się

Lęk stanowi poważną przeszkodę w życiu wielu ludzi. Nie pozwala nam pójść tam dokąd chcemy.
Nie pozwala nam czynić tego co dobre. Nie pozwala nam otwarcie powiedzieć o tym, że coś jest nie tak. Lęk nie pozwala nam docierać do ludzi i nie pozwala nam ufać. Stanowi przeszkodę dla relacji z innymi w wolności
otwartości i miłości.

Jezus wie o tym, uwolnienie nas z tych lęków stanowiło istotną część Jego misji. W Ewangeliach słyszymy Go jak mówi: "nie lękajcie się" nie mniej niż dziewiętnaście razy.

Lęk może być w równym stopniu przeszkodą w modlitwie, w mojej relacji z Bogiem. Mogę obawiać się tego co odkryję jeżeli szczerze spojrzę na siebie lub bać się tego na co mógłbym sobie pozwolić jeżeli rozpocząłbym rozmowę z Panem nad którą nie mam pełnej kontroli. Lecz Bóg który zna mnie lepiej niż ja sam siebie, kocha mnie głęboko pomimo wszystkich moich błędów. Nie mam się czego lękać z powodu otwarcia na Pana - muszę tylko poddać się i powierzyć w Jego kochające objęcia.

Skąd mam wiedzieć? 

Gdyby Bóg poprosił mnie o coś, czy zauważył bym to? Gdyby było coś o co Pan Bóg prosiłby bym zmienił w moim życiu, jakbym to rozpoznał?

Pierwszy warunek to chcieć usłyszeć. Mogą być obszary w moim życiu, w które nie chciałbym by Pan Bóg wchodził, sprawy co do których nawet nie chcę słyszeć, że trzeba coś w nich zmienić. Może mi być nie na rękę, gdy taki obszar lub taka sprawa wyjdzie w rozmowie, a szczególnie podczas modlitwy. I wówczas, aż mnie palec na myszy swędzi żeby kliknąć ''dalej''.

Jeśli zauważę takie emocje, może to oznaczać, że powinienem modlić się o łaskę wolności i otwartości na wolę Bożą względem mnie, wiedząc, że Bóg zawsze chce tego co jest naprawdę dl mnie naprawdę dobre. Modlitwa o wolność i zrozumienie jej prawdziwego sensu uwrażliwi mnie na to co Bóg mówi do mnie. Jeśli jestem ze sobą szczery, będę wiedział kiedy naprawdę jestem otwarty na to czego Bóg chce ode mnie.

Wezwanie do działania -- i do cierpliwości.

Niekiedy Pan Bóg wzywa nas do działania, a wysiłek włożony w uważne słuchanie Pana Boga na modlitwie stopniowo nam to uświadamia. Doświadczamy tego jako niewygody i nie możemy spocząć aż nie rozpoczniemy tego co należy rozpocząć. 

Innym razem jest to wezwanie to cierpliwości i wytrwałości. Jeżeli okoliczności lub inni ludzie lub nasza własna niecierpliwość napierają na nas byśmy dokonali zmiany, ruszyli się, porzucili coś mało satysfakcjonującego i zaczęli coś nowego i pasjonującego, modlitwa może być jedynym miejscem gdzie nabieramy pewności i otrzymujemy zachętę do wytrwania w tym gdzie gdzie jesteśmy i co robimy. To samo przesłanie możemy znaleźć i Izajasza:
''Albowiem tak mówi Pan Bóg, Święty Izraela: W nawróceniu i spokoju jest wasze ocalenie, w ciszy i ufności leży wasza siła. Ale wyście tego nie chcieli!
Owszem, powiedzieliście: Nie, bo na koniach uciekniemy! - Dobrze, uciekniecie! - I na szybkich wozach pomkniemy! - Dobrze, szybcy będą ci, którzy pogonią za wami!''
(Iz 30:15-16)

Ale odkryć to czego Pan Bóg chce ode mnie mogę tylko z czasem, na mojej modlitwie .

Módl się tak, jak potrafisz. 

Jednym z najniebezpieczniejszych ślepych zaułków w rozwoju życia duchowego jest pragnienie, by mieć jakieś inne życie duchowe. Na przykład jeśli zwiedzam jakiś klasztor lub widzę go w telewizji, myślę sobie: "chciałbym móc modlić się tak, jak oni". 
Ale jeśli jestem nauczycielem lub księgowym, albo też przez cały dzień muszę troszczyć się o moje dzieci, wówczas ten rytm modlitwy może wcale nie być dla mnie odpowiedni.

Wydaje się to oczywiste, gdy o tym mówisz, jednak zasada, “módl się tak, jak potrafisz”, a “nie tak, jak nie potrafisz” często nam umyka, co w konsekwencji prowadzi do wielu nierealistycznych oczekiwań i frustracji.

Znalezienie mojego własnego rytmu i sposobu modlitwy może wymagać eksperymentów z czasem, miejscem, różnymi stylami i sposobem podejścia do niej. Muszę być wytrwały i nie mogę poddawać się zbyt łatwo z byle powodu, ale także muszę być gotowy do powiedzenia: "to nie jest dla mnie". 
Znalezienie własnego sposobu modlitwy, na którym mogę się oprzeć, stanowi ważny krok w rozwoju mojej relacji z Bogiem.


Używaj tego co pomaga.

Różne drogi modlitwy służą różnym ludziom. Nie ma jednego sposobu w jaki powinniśmy się modlić -- nie ma obowiązku tkwienia przy jakiejś szczególnej metodzie, technice czy rodzaju duchowości. Powinniśmy raczej używać tego co pomaga, a odrzucać to co nie pomaga (gdy uczciwie to sprawdziliśmy!)
jak radzi nam Święty Ignacy: 

''Człowiek ma korzystać (z rzeczy stworzonych) w całej mierze, w jakiej one mu pomagają do jego celu,
a znów w całej mierze winien się od nich uwalniać, w jakiej mu są przeszkodą do tegoż celu.'' (Ćwiczenia 
Duchowne 23)

Odnosi się w takim samym stopniu do Świętej Przestrzeni jaki i do wszystkich innych rzeczy: Jeżeli po jakimś
czasie stwierdzę, że któreś etapy oddziałują na mnie dobrze inne zaś nie, mogę spędzić więcej w tych 
które działają. Jeżeli po jakimś czasie stwierdzę, że Święta Przestrzeń w ogóle nie pomaga
mi w modlitwie, wówczas powinienem ją odrzucić, przynajmniej na jakiś czas. Jedyną ważną rzeczą
jest bym się modlił i rozwijał żywą relację z Panem, jaką On mi ofiaruje. Moje podejście
do wszystkiego innego - czasu, miejsca i metod powinno być w całkowitej wolności.

Co robić w przypadku, gdy nic się nie dzieje?

Są takie dni, kiedy spędzam moje 10 minut w "Świętej Przestrzeni" i nic się nie dzieje. Nic szczególnego we wprowadzeniu mnie nie porusza, nic wielkiego nie wydarzyło się w poprzednich dniach, Pismo Świętego nie robi na mnie wrażenia i nic szczególnego nie mam, aby przedstawić Panu podczas rozmowy.

Taki stan trwa nawet przez kilka dni. Jest “płytko” i pusto i stwierdzam, że codziennie klikam nieco szybciej, myśląc, że to wszystko trochę nie ma sensu.

Ale to nie jest bez sensu. Każda modlitwa przechodzi przez takie właśnie etapy. 
Ważne jest, aby pamiętać wówczas, że czas spędzony w obecności Boga ma wartość samą w sobie, nawet jeśli nie widzę natychmiastowych rezultatów. Modlitwa dotyczy mojej relacji z Bogiem, mojej bliskiej przyjaźni z Panem. Bliscy przyjaciele spędzają wspólnie czas, trwają przy sobie na dobre i na złe. Tak właśnie wyglądają usposabiające do wzrostu, prawdziwe relacje.

Serce, nie głowa.

Na tym etapie ważne jest, by pamiętać, że modlitwa jest w sercu. Nie polega na próbach odkrywania cudownych nowy idei w głowie. Św. Ignacy radzi nam, byśmy pozwolili sobie po prostu ''smakować'' głębiej i osobiście jedną czy dwie rzeczy.
Oto dlaczego jest tak ważne by przechodzić powoli przez te etapy, które nie zmieniają się z dnia na dzień. Najlepszą cząstką modlitwy dla mnie może okazać się siedzenie przez długi czas w Obecności Boga,
lub na jakimś innym etapie. 

Wytrwać z tym

Po kilku dniach pojawia się pokusa myślenia, ''To do niczego nie prowadzi. Opuszczenie kilku dni nie robi różnicy.''
W tym momencie ważne jest by wytrwać. Regularne poświęcenie czasu tym kilku etapom ma wielką wartość. Gdy wytrwam w tym przez chwilę, zacznę dostrzegać jak małymi krokami mój dzień się przemienia.


A.M.D.G. e B.M.V.H.